Krótko - nic co nie spełnia karty praw nie będzie moim ulubionym miejscem pracy. Przedstawię sytuację.
Obecnie mam 2 monitory, szybki laptop, wygodną myszkę i klawiaturę, zajebiscie komfortowe krzesło, porządne, duże biurko, szerokopasmowy net, możliwość wyboru między Windą i Linuxem (Ubuntu). Dodatkowy smaczek: 3 potężne maszyny (ubuntu, 2xquad-core, 6GB RAM kazda) do poważniejszych analiz, dostępne kiedy chcesz. Ciekawe problemy nad którymi pracujemy! Kod w SVN. Spotkanie grupowe co trzy tygodnie (+tablice suchościeralne). Książki programistyczne w biblioteczce dla wszystkich. Do tego elastyczne godziny pracy (w sumie nie ważne kiedy przychodzisz - może być 7, może być 11 - byle robić ok. 8h dziennie), przerwa na lunch (wliczona w czas pracy), ostatnio pojawiły się piłkarzyki (gramy codziennie o 16). Szef-guru jest wyluzowany (co jakis czas wychodzi z nami na piwo) i przyjemnie sie z nim pracuje (masz autonomię), wspiera nowe pomysły (duża możliwość wykazania się), nie wspominając już, że koleś ma PhD z Harvardu w dziedzinie systemów złożonych (complex systems). Pracujemy w małym dziale (analiza i optymalizacja), więc atmosfera jest "rodzinna" i ułatwia to naukę i rozwój. Z drugiej strony jesteśmy częścią dużej organizacji więc zarobki też są powyżej średniej (jako stażysta jeszcze bez skończonych studiow zarabiam jak normalny pracownik). Do tego tak często wymieniane przez was darmowa herbata/kawa (z cisnieniowych kawiarek), jedzenie (+często darmowe próbki z marketingu), na spotkania biznesowe co dwa tygodnie zamawia się pizze itp. dla wszystkich. Tydzień temu był firmowy grill, na mistrzostwa świata w nogę oglądaliśmy mecze w pracy (pizza/napoje free)... Ogółem raj, nie?
Otóż nie... Już tłumaczę. Spójrz na 6 punkt w/w karty praw programisty. Charakter naszej pracy sprawia, że nasz dział, chociaż IT-podobny, podlega pod marketing, więc zamiast siedzieć w spokojnym dziale na dole, jesteśmy ulokowani między sprzedażą a nie-tak-cichymi sekretarkami zarządu. Natomiast jedna z tych ostatnich, wręcz lubuje się w swoim zestawie głośnomówiącym. Powiedzieć o niej, że jest trochę głośna to jak powiedzieć o północnej Syberii, że jest trochę zimna. Wynika z tego, że praktycznie całemu dniu pracy toważyszy nieustanny akompaniament duetu sekretarka-telefon. Jeszcze normalne rozmowy da się jakoś znieść, ale te typu "Wybierz 1 jeśli chesz usłyszeć pomoc, wybierz 2 jeśli..." jest katorgą. O tzw. flow możemy tylko pomarzyć. Obiecano nam biurka w innej części biura, ale potem zmienili zdanie. Jakoś pomagam sobie słuchawkami, ale uwierzcie mi - potrafi je przekrzyczeć.
Po takim dniu pracy jedyne na co mam ochote to poprzegryzać jej te pieprzone kable od telefonu ;)
Podsumowując: najpierw podstawowe prawa programistów, potem dodatki. To jest absolutne minimum, aby praca miała jakieś predyspozycje do tej "ulubionej".
--
EDIT:
Jeszcze oddzielna kwestia: chciałbym pracować w takim miejscu, gdzie mój szef/przełożony ogląda takie lub takie lekcje (polecam całość) i potrafi coś z nich wynieść. Chciałem zauważyć, że to o czym mówi tam Dan Pink, kłóci się z niektórymi punktami waszych 'ulubionych prac'. Premia za efekty?
Bonusy i premie 'na zachętę' zabijają motywację!
One są dobre dla robotników, nie dla kreatywnego pracownika.